Blog

Dlaczego przeszkadza nam cisza i bezczynność?

Cisza potrafi być głośna.
Zbyt głośna.

Wiem to aż za dobrze, bo sama przez długi czas przed nią uciekałam. Zapełniałam każdą minutę – rozmową, muzyką, serialem w tle, listą zadań, które koniecznie trzeba było zrobić. Jakby bezczynność była czymś podejrzanym. Jakby cisza oznaczała porażkę.

cisza w lesie

A przecież cisza sama w sobie nie jest zła.
To my nauczyliśmy się jej bać.

Cisza zmusza do spotkania z samym sobą

Kiedy wreszcie wszystko cichnie, zostajemy sami ze sobą. Bez rozpraszaczy. Bez wymówek. Bez „zaraz, później, jutro”.

I nagle pojawiają się myśli, które przez cały dzień spychaliśmy na bok. Emocje, na które nie było czasu. Niewypowiedziane pytania:

spokój w  zimowej scenerii

Czy jestem tam, gdzie chcę być?
Dlaczego jestem tak zmęczona?
Czego mi tak naprawdę brakuje?

Cisza nie daje gotowych odpowiedzi, ale bezlitośnie pokazuje to, czego unikamy. Dlatego tak często ją zagłuszamy. Bo łatwiej włączyć telewizor niż zmierzyć się z prawdą o sobie.

Bezczynność kojarzy nam się z lenistwem

Od dziecka słyszeliśmy, że trzeba być „produktywnym”. Że czas to pieniądz. Że odpoczynek trzeba sobie zasłużyć. W efekcie bezczynność zaczęła kojarzyć się z brakiem ambicji, z lenistwem, z marnowaniem życia.

A przecież bezczynność to nie pustka.
To przestrzeń.

To moment, w którym organizm w końcu może odetchnąć, a umysł przestać biec. Ale my często nie potrafimy w niej być, bo natychmiast pojawia się poczucie winy. Jakby nicnierobienie było grzechem.

Dlaczego boimy się ciszy?

Bo cisza obnaża emocje.
Bo nie da się w niej udawać.
Bo nie można jej oszukać.

W ciszy wychodzi lęk, smutek, złość, rozczarowanie. Wychodzi też tęsknota – za spokojem, za bliskością, za sobą sprzed lat. Cisza przypomina nam o potrzebach, które latami ignorowaliśmy.

Dlatego świat stał się tak głośny. Dlatego ciągle coś gra, pika, powiadamia. Bo hałas daje złudne poczucie kontroli. A cisza… cisza wymaga odwagi.

Bezczynność jako akt odwagi

Zatrzymanie się w dzisiejszym świecie jest aktem buntu. Powiedzeniem: „Wystarczy”. To zgoda na to, żeby przez chwilę nic nie poprawiać, nic nie naprawiać, niczego nie udowadniać.

zimowy poranek

Kiedy pozwalam sobie na bezczynność, czuję najpierw niepokój. Ale jeśli zostanę w nim wystarczająco długo, przychodzi ulga. A potem spokój. Taki prawdziwy. Niezrobiony na siłę.

Dopiero w ciszy zaczynam słyszeć siebie.

Cisza nie jest wrogiem

Cisza nie chce nas skrzywdzić.
Ona chce nas zatrzymać.

Chce zapytać, czy nadal żyjemy w zgodzie ze sobą. Czy tylko funkcjonujemy. Czy jeszcze czujemy, czy już tylko działamy.

Może dlatego tak bardzo nam przeszkadza. Bo przypomina o tym, co ważne, a zapomniane. O ciele, które jest zmęczone. O sercu, które chce być wysłuchane.

Może warto się nie bać

Nie musimy od razu kochać ciszy.
Wystarczy przestać przed nią uciekać.

Może kilka minut dziennie. Bez telefonu. Bez muzyki. Bez planu. Tylko my i oddech. To wystarczy, żeby zacząć wracać do siebie.

Bo cisza nie zabiera.
Ona oddaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Szepczące momenty. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie oraz wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody autora jest zabronione.
Zapoznaj się z Polityką Prywatności.

Ashe Motyw przez WP Royal.