Podróż do Dworu Podstolice – miejsce, które zatrzymało mnie na dłużej
Są takie miejsca, które od pierwszej chwili mówią: „usiądź, oddychaj, tu niczego nie musisz”. I ja dokładnie w takie miejsce trafiłam, kiedy pojechałam do Dworu Podstolice.
Nie będę ukrywać – jechałam zmęczona, z głową pełną spraw, z telefonem, który miał więcej powiadomień niż moje serce cierpliwości. Ale wystarczyło, że skręciłam w tę długą drogę otoczoną zielenią, a już poczułam, że coś we mnie się rozluźnia.
Dwór wypadł nagle zza drzew jak z romantycznego filmu – taki, w którym bohaterka zaczyna nowe życie, a przynajmniej kupuje piękny notes. I ja poczułam, że to idealne miejsce, by zrobić jedno i drugie.
Wnętrza, które mogłyby grać w kostiumowym serialu
Kiedy weszłam do środka, pierwsza myśl była prosta: „Gdyby te ściany mówiły, to pewnie miałyby świetne poczucie humoru”.
Wnętrza są eleganckie, trochę bajkowe, trochę filmowe, ale nie „na baczność”. To nie jest dwór, który każe mówić szeptem. To jest dwór, który mówi:
„Zdejmij płaszcz, usiądź wygodnie, zaraz podamy coś pysznego.”
Każdy mebel wygląda jakby miał swoją historię, ale jednocześnie nikt nie sprawdza, czy dobrze siedzisz.
Idealne połączenie – klasyka z odrobiną luzu.
Ludzie, którzy to miejsce tworzą – i ci, którzy je odwiedzają
Najbardziej jednak urzekło mnie to, jak niezwykle ciekawi ludzie gromadzą się wokół Dworu. Spotkałam tam osoby, które podróżują świadomie – nie po to, by zaliczać kolejne atrakcje, ale by czuć klimat, smakować chwile, zanurzać się w atmosferę miejsca.
Byli tam artyści szukający inspiracji, pary świętujące ważne momenty, ludzie zmęczeni miastem, którzy przyjechali, by odzyskać spokój. Rozmowy przy śniadaniu były pełne pasji – jedni mówili o fotografii, inni o podróżach, jeszcze inni o tym, że wracają tu regularnie, bo „tylko tu można naprawdę odpocząć”.
To miejsce, które przyciąga osoby pięknie wrażliwe. Takie, które potrafią usiąść na schodach dworu z kubkiem herbaty i po prostu… być.
Dlaczego ta podróż była dla mnie ważna?
Bo tym razem nie jechałam tylko odpocząć – jechałam spędzić czas z moją córką. I to właśnie sprawiło, że ta wyprawa do Dworu Podstolice stała się dla mnie czymś więcej niż zwykłym weekendem.
To były dni pełne małych, pięknych chwil: rozmowy bez pośpiechu, śmiechy z rzeczy zupełnie nieistotnych, wspólne spacery pośród drzew, które wyglądały, jakby szeptały nam „cieszcie się sobą, dziewczyny”.
Wreszcie mogłyśmy pobyć razem – naprawdę razem – bez telefonów, bez gonitwy, bez miliona spraw, które zwykle wpychają się między nas a spokój.
W ciszy i łagodnym klimacie przyrody nasz czas płynął inaczej. Delikatniej. Miejscami zabawnie, miejscami wzruszająco.
A ja poczułam, że takie chwile są jak małe skarby – trzeba je zbierać, pielęgnować i chować w sercu na później.
I właśnie dlatego ta podróż była dla mnie tak ważna:
bo pozwoliła mi zatrzymać się u boku córki i przypomnieć sobie, że najpiękniej wypoczywa się wtedy, gdy obok siedzi ktoś, kogo kocham najbardziej.
Jakbyś trafiła do świata, w którym wszystko jest możliwe:
nowe znajomości, nowe marzenia, albo po prostu nowa wersja Ciebie -tej bardziej rozmarzonej i spokojniejszej.

