Tam, gdzie czas zwalnia.
Są miejsca, które nie wołają głośno. Nie przyciągają pośpiechem ani obietnicą wrażeń. Po prostu są- pozwalają zwolnić, odetchnąć i przypomnieć sobie, co naprawdę ważne.
Kaszuby przyjęły mnie ciszą, która nie była pusta – raczej miękka i kojąca. Lasy oddychały spokojem; słychać było szelest igieł pod stopami, trzask gałązki i daleki krzyk ptaka. Powietrze pachniało żywicą, wilgotną ziemią i zimnym jeziorem. Tafle wody odbijały niebo, a konie poruszały się z naturalną godnością, której tak często brakuje ludziom. Ludzi było niewielu- dokładnie tyle, ile trzeba, by nie zagłuszać myśli.

Najważniejszy był czas. Czas spędzony z moją córką i psem. Bez pośpiechu, bez planu – po prostu razem. Rytm kroków na leśnej ścieżce, para unosząca się przy oddechu, chłód na policzkach – wszystko działało jak reset.
Las w Masłowicach Tuchomskich ma w sobie coś pierwotnego. Miękkie igliwie ugina się pod stopami, a w nozdrzach zostaje zapach drewna i dymu. Pośród drzew stoi jurta – cicha, okrągła, schowana przed wiatrem, skrzypiąca lekko przy podmuchach. To w niej palę ogień w kominku; nocą najbardziej lubię trzask palącego się drewna, ciepło rozchodzące się po wnętrzu i migotanie płomieni na ścianach.
W pobliżu spokojnie pasą się konie. Słychać ich parskanie, stuk kopyt o zmarzniętą ziemię i ciepły oddech. Ich obecność zwalnia tętno i uczy bycia tu i teraz.
Wieczory przynoszą rozmowy – długie, spokojne, czasem zaskakująco mądre. Rozmawiamy o świecie, o czasie, o rzeczach ważnych i zupełnie prostych. Moja córka zadaje pytania, na które nie zawsze trzeba znać odpowiedź. Czasem wystarczy słuchać.
Jest też czas z książką, w ciszy przerywanej tylko trzaskiem ognia. Myśli płyną wolniej i same układają się na właściwym miejscu. Czytanie staje się spotkaniem z własnym wnętrzem, a nie ucieczką od niego.
Nocą, przy świetle księżyca, wskakujemy z córką do balii z ciepłą wodą i kolorowymi bąbelkami. W oddali słychać tylko ptaki, a nad nami jasno świecą gwiazdy. Czas zwalnia do granic możliwości.
Tu myśli się porządkują, napięcie puszcza, a w środku robi się cicho. Czuję wdzięczność – prostą i głęboką- za ten moment, za obecność, za to, że mogę być dokładnie tu i teraz. To miejsce oczyszcza, uspokaja i pozwala ładować baterie – naprawdę, do pełna.
Wracam stąd zawsze z poczuciem, że właśnie tu jest to, co kocham najbardziej. I z cichą tęsknotą- bo wiem, jak kruche i ulotne są te chwile, jak szybko stają się wspomnieniem, do którego będzie się wracać myślami.

